De egressu a spelunca

Ciągle i nieustannie spotykam się ze zdaniem, że na naszej stronie bezpardonowo i niesłusznie atakujemy nową mszę, a krytykując ją w całej niemal rozciągłości, negujemy Sobór Watykański II. Nie będę zaprzeczał, że nie punktuję słabości i błędów posoborowej liturgii, ale nie nie odbywa się to bez merytorycznej podstawy. Z tego też powodu nie czuję się winny, a logika mych stwierdzeń czy nawet ton wypowiedzi nie odbiega jakoś szczególnie od tego, co na temat Nowego Porządku Mszy (łac. Novus Ordo Missae, czyli NOM) mówiły także liturgiczne autorytety. Zdania kardynała Ratzingera o „banalnym produkcie powstałym dla potrzeb chwili” przypominać pewnie nie muszę. W dyskusjach na temat tzw. odnowionej liturgii różnica między mną, a jej obrońcami polega najczęściej na znajomości zagadnienia, które przez lata zgłębiałem nie tylko od strony praktycznej, ale i teoretycznej. I to właśnie nic innego tylko wiedza pozwala wyjść z jaskini liturgicznej ignorancji, o czym krótko chcę w tym miejscu napisać.

Droga do tego, by przestać wpatrywać się w smętne cienie na ścianie wspomnianej groty, zaczyna się od zapoznania się z Ogólnym Wprowadzeniem do Mszału Rzymskiego i porównaniu jego zapisów do liturgii parafialnej. Tutaj po raz pierwszy stajemy przed zderzeniem teorii i praktyki. W tym miejscu człowiek, który ma odrobinę zmysłu liturgicznego lub choćby tradycyjnego poczucia sensus catholicus, zada sobie pytanie: czemu tak jest? Ja sobie też to pytanie zadałem, a ponieważ wchodziłem w okres silniejszej fascynacji liturgią, postanowiłem sięgnąć do źródła, do którego w OWMR odniesień nie brakuje: do konstytucji soborowej Sacrosanctum Concilium. W tym miejscu prysła bańka, w tym to właśnie czasie odwróciłem się od ściany pełnej cieni i zwróciłem się ku jaśniejącemu wyjściu z jaskini. Ta krótka lektura obnażyła albo totalną ignorancję większości poznanych przeze mnie księży albo ich celowe kłamstwa: okazało się, że Sobór Watykański II nie zmienił liturgii.POPE JOHN XXIII LEADS OPENING SESSION OF SECOND VATICAN COUNCIL

Przecież wszyscy o tym mówili! Wpajali, w telewizji opowiadali, jak to Vaticanum II przede wszystkim wprowadził nową mszę! Że to taki sztandar Soboru, a najważniejsze w tej zmianie było odwrócenie księdza, wprowadzenie języków narodowych i skrócenie całości obrzędów! I co? I pupa zbita. Ani słowa o wstawianiu nowych ołtarzy, nic o rugowaniu wszelkich możliwych gestów i wycięciu połowy liturgii. A zniesienie łaciny? Nic, a nawet w drugą stronę, bo Sobór jej znaczenie nie tylko potwierdził, ale i nalegał na to, by zatroszczyć się o jej znajomość wśród wiernych.

Gdy człowiek staje na skraju jaskini, już nie chce się cofać, ale próbuje jeszcze wyciągnąć za sobą choć najbliższe mu osoby, by też cieszyły się światłością, zamiast jedynie odbiciem prawdy. Ale już nie wraca, tylko idzie dalej. SC było tylko etapem, początkiem kuli śnieżnej, która toczy się do dziś. Z jednej strony człowiek poznaje starą liturgię, jaką tę, która była w umysłach Ojców Soborowych, którzy tworzyli plan przywrócenia jej blasku, a nie jej demolowania. Z drugiej, zaczyna docierać do informacji o tym, w jakiej atmosferze powstawał Nowy Porządek i ciśnienie mu skacze z oburzenia nie tradsa, ale po prostu kogoś uczciwego. I zagłębia się dalej: czyta o chęci powrotu do liturgii antycznej przy konstruowaniu „odnowionej liturgii”, a tymczasem widzi, że usunięto z niej olbrzymią część najstarszych elementów, które zachowały się w tridentinie. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej.

Gdy więc, zacny Czytelniku, czujesz zgrzyt patrząc na msze w swojej parafii, wiesz już po co sięgnąć, by odkryć jego przyczynę. Zasada ta dotyczy całości posoborowia: jego największym wrogiem jest prawda. Wiedza tak samo obnaża słabości NOMu, jak i obala mity dotyczące komunii świętej na rękę. Wystarczy tylko odwrócić się od ściany i zwrócić się ku wyjściu z tej jaskini. Ale do tego trzeba chęci i otwartego umysłu.

Comments are closed.