De Papa Francisco

Na pojawiające się czasem sugestie, jakoby IKTP nie kochało albo nawet w ogóle nie uznawało obecnego papieża, odpowiadam: IKTP kocha Wikariusza Jezusa Chrystusa na ziemi, naszego Ojca Świętego Franciszka. Jest to ten rodzaj miłości, jaką winien żywić katolik wobec każdego Następcy św. Piotra, a która może się przejawiać, jak to jest choćby w moim przypadku, codzienną modlitwą w intencji papieża. Nie ma co jednak ukrywać, że Franciszka nie kochamy tak, jak jego poprzednika, miłościwie nam emerytującego Benedykta XVI i mamy do tego prawo.

Historia jak i zdrowy ludzki rozsądek podpowiadają nam, że konklawe może wybrać na biskupa Rzymu taką osobę, która będzie papieżem dobrym, złym lub po prostu przeciętnym i nie widzę przeciwwskazań, dlaczego wiek XX czy XXI miałby być od tego wyjątkiem. Pontyfikat Franciszka w pełni będzie można ocenić dopiero wtedy, gdy Pan raczy go odwołać z pełnionej przez niego posługi, bo druga rezygnacja jakoś mi się nie widzi, ale już teraz można naświetlić pewne aspekty, które sprawiają, że papież nie chce być kochanym przez pomponiarzy.

Pierwsze znaki na niebie i ziemi w dniu elekcji kard. Bergoglio świadczyły, że można spodziewać się dwóch rzeczy: biały dym po ledwo pięciu głosowaniach i uśmiechnięta twarz kard. Bertone nie wróżyły jakiejkolwiek znaczącej reformy Kurii, zaś brak stroju chórowego papieża, połączony ze smutną miną mons. Mariniego, były zapowiedzą przynajmniej częściowego odejścia od szeroko rozumianego stylu „papieżowania” Benedykta XVI. Na potyczki z biurokratyczną machiną Watykanu Franciszek jeszcze się nie zdecydował, za to dosłownie z miejsca zabrał się za demontaż owoców wieloletnich i cierpliwych starań poprzednika.

Analizując postawę Ojca Świętego należy zwrócić uwagę na dwa czynniki, które w sposób zdecydowany wpływają na ocenę jego zachowania: na tempo zmian i ich kontekst. Inaczej spoglądałoby się na posunięcia papieża, gdyby kard. Bergoglio został wybrany po śmierci Jana Pawła II: niechęć argentyńskiego purpurata do różnych elementów papieskiego ceremoniału byłaby nawet logiczną kontynuacją działań poprzedników, które w dalszej przyszłości zakończyłyby się może papieżem w białym golfie z wpiętym na piersi krzyżykiem: skoro ktoś odrzuca tradycyjną symbolikę, w takim razie np. noszenie sutanny przez księży i to jeszcze w różnych kolorach, zdaje się całkowicie zbędne i takie konsekwentne myślenie stosuje szereg duchownych. Franciszek stanął jednak na Loggi Błogosławieństw dopiero po Benedykcie: jeżeli papa Ratzi zmienił kurs, a Franciszek linii tej zmiany nie kontynuował, dał wyraźny sygnał, który jasno został odczytany nie tylko przez czyhające na to media, ale i przez liczne szeregi katolików, zwłaszcza księży: Benedykt to był taki dziadziunio, co to lubił się przebierać, ale to się skończyło i wracamy do tzw. szlachetnej prostoty. Franciszkowi zabrakło więc wyczucia, jakim wykazywali się poprzedni papieże, którzy przynajmniej w samych początkach swojego urzędowania zachowywali styl swoich poprzedników.

Już w pierwszych godzinach pontyfikatu Franciszek „uderzył” w Benedykta i jest to faktem bez względu na to, czy karnawałowe opowieści z zakrystii Sykstyny są prawdą czy przekoloryzowaną plotką. Można oczywiście udawać, że kwestie papieskich szat czy pewnego przepychu są sprawą drugorzędną, jednak od czasów Pawła VI, do rewolucji którego były po prostu normą, stały się nośnikiem określonej wizji Kościoła. Ten smutny efekt rozhuśtania na pewno nie sprzyja reformom, jakich w dzisiejszych czasach wymaga Kościół.

Za przyczynę powyżej wspomnianych zmian podaje się zazwyczaj skromność i prostotę Ojca Świętego, choć chyba trafniej byłoby nazwać to przyzwyczajeniami czy też ideą kardynała Bergoglio, gdyż trudno nie zgodzić się z myślą kardynała Wyszyńskiego, która pięknie wyjaśnia znaczenie prawdziwej pokory w pełnieniu funkcji w hierarchii kościelnej. Doskonałym przykładem dla Franciszka mógłby być jeden z papieży XX w., który mimo noszenia tiar, fanonów i jedwabnych sutann, do historii przeszedł jako osoba o niezwykłej wręcz skromności i prostocie, w kultywowaniu cnót których nie przeszkadzało mu pełnienie posługi w świecie pomponiastego Dworu Papieskiego, a powszechna miłość wiernych utwierdziła jego następcę do wyniesienia go do chwały ołtarzy. Święty Piusie X – módl się za naszego papieża Franciszka!

Problem z papieżem Franciszkiem i, skądinąd słusznym, jego pragnieniem zaakcentowania zakonnego ubóstwa, wziął się z reform Pawła VI, przez które dziś strój papieża wywodzącego się z duchowieństwa świeckiego nie różni się niczym od szat Następcy św. Piotra, który był członkiem jakiegoś zakonu. Gdyby nie te nieszczęsne zmiany, to zachowując pełnię tradycji i w zgodzie z wszelką logiką i pomponem, Franciszek np. nie ubierałby sutanny chórowej z jedwabiu falistego, lecz zamiast niej nosił zwykłą, wełnianą i wszyscy byliby szczęśliwi. I komu to przeszkadzało?

W skrócie powiedzieć można, że papież ma awersję to dwóch kolorów: czerwonego i złotego. Z tego to powodu do szafy wróciły papieskie buty czy mucety, a nawet tabarro, którego często używał także Jan Paweł II. Doprowadziło to do sytuacji, że w czasie wielkopiątkowej Drogi Krzyżowej Franciszek miał na sobie białą grecę, choć tego dnia czerwony kolor papieskiego mucetu czy też tabarro byłby przecież tak naturalny i symboliczny. Podobny los odstawienia do lamusa spotkał papieski tron w czasie uroczystych audiencji czy też fanon oraz większość szat liturgicznych używanych przez Benedykta XVI i jego asystę. Nie upiekło się nawet papieskiemu pasowi, który do tej pory pozbawiony jest herbu Ojca Świętego, co trudno tłumaczyć czymś innym, jak chęcią zniesienia jeszcze czegoś, czego nie znieśli poprzednicy.

Franciszek ma też na swoim koncie inne dziwne zachowania, które są albo niezrozumiałe, jak celebrowanie Mszy w Wielki Czwartek w zakładzie karnym i umywanie nóg niewiernym i kobietom, co liturgicznie jest całkowitym bezsensem, albo niezrozumiałe i kłopotliwe, jak chociażby zamieszkanie na stałe w Domu św. Marty: szczerze współczuję nie tylko strażnikom i ochroniarzom, którzy całkowicie musieli zmienić schematy papieskiej ochrony, ale i współlokatorom, którzy zajmują pokoje w tym samym budynku. Jaka była przyczyna porzucenia papieskich apartamentów? Nie ich przepych, bo trudno mówić o nich w tych kategoriach, ale zdaje mi się, że niechęć papieża do „samotnych” celebracji i to jeszcze „tyłem do ludzi” w papieskiej kaplicy. Potwierdzać to mogą codzienne msze papieża, które nota bene stoją na bardzo niskim poziomie liturgicznym oraz fakt, że już pierwszego dnia swojego pontyfikatu Franciszek kazał wstawić do Kaplicy Sykstyńskiej nowy ołtarz, co było największym ciosem zadanym wizji liturgicznej Benedykta XVI.

Na końcu aż ciśnie się na usta pytanie: czy Franciszek w dekonstruowaniu osiągnięć swojego poprzednika posunąłby się dalej, gdyby nie fakt, iż autor tzw. reformy reformy jeszcze żyje?