De Sancta Communione ad manum porrecta

Co jakiś czas w katolickiej części Internetu wybuchnie mniej lub bardziej zażarta dyskusja na temat przyjmowania Komunii Świętej. Najczęściej związana jest ona z postawą, jaką należy w tym czasie przyjąć, a najbardziej rozpala serca i umysły starcie pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami przyjmowania Ciała Chrystusa na rękę. Zawsze, ale to zawsze pojawiają się te same argumenty ludzi, którzy w komunii na rękę nie widzą nic złego. Pokrótce postaram się je tutaj obalić: nie będzie to tekst naukowy, a jedynie weryfikacja rzucanych w sporze „faktów”. Dla pogłębienia swej wiedzy zachęcam do przeczytania którejś z dobrych książek temat ten poruszających. Wymienię tutaj dwie: Dominus est wielce umiłowanego przez nas księdza biskupa Atanazego Schneidera oraz Komunia Św. na rękę? księdza biskupa Jana Laise.

Tak przyjmowali Apostołowie w Wieczerniku.

W rozmowach na temat liturgii argument ad Coenaculum  pojawia się często: najczęściej jednak świadczy jedynie o braku wiedzy, jak i zdrowej logiki. Z oczywistych powodów ceremonie Mszy Świętej nie mogły zamknąć się w rytualnych ramach Ostatniej Wieczerzy. Jak komunikowali uczniowie Chrystusa, tego nie wiemy. Możliwe jest jednak, iż zgodnie z ówczesnym zwyczajem, Pan Jezus podał im kawałek Chleba prosto do ust, co w tamtej kulturze nie było niczym nadzwyczajnym. W ten sposób gospodarz w czasie uczty honorował swych gości, zatem i Chrystus mógł tak postąpić. Biblijne słowa wypowiedziane przez Niego w tym momencie też nie wskazują jednoznacznie, czy chodziło w nich o „branie” czy  „otrzymywanie, przyjęcie”. Najbardziej zaś upartym zwolennikom zawracania liturgii do Wieczernika należy uzmysłowić, że Ostatnia Wieczerza przebiegała najprawdopodobniej na pół leżąco, a Pan Jezus zapewne nie zajmował centralnego miejsca za stołem, lecz to przy jego prawej krawędzi. To powinno zamknąć dyskusję.

To antyczna tradycja.

Zaprawdę, istnieją pojedyncze źródła, na których opierają się wszyscy chcący wykazać, że komunikowanie na rękę faktycznie w Kościele pierwszych wieków występowało. Zapominają jednak o tych, które mówią o udzielaniu Komunii bezpośrednio do ust. Nie będę roztrząsał autentyczności, ortodoksyjności czy też powszechności praktyki dotyczącej komunii na rękę we wczesnym Kościele, gdyż dla potrzeb tego wpisu wystarczy spojrzenie na samą jej formę zawartą w źródłach pisanych. Ich analiza, w tym najsłynniejszego fragmentu katechezy przypisywanego św. Cyrylowi Jerozolimskiemu, ujawnia praktykę przyjmowania Ciała Chrystusa inną niż współczesna. Różnice dotyczą odmiennego ustawienia dłoni (prawa na lewej, a nie odwrotnie), co wiązało się także z tym, iż konsekrowany Chleb był spożywany w pochyleniu, bezpośrednio z dłoni, na której leżał, a nie był wkładany drugą ręką do ust, jak czyni się to obecnie. Antyczne przepisy mówią też o dodatkowych obostrzeniach, zupełnie dzisiaj pomijanych, jak choćby wcześniejsze obmycie dłoni. W tym przypadku trzeba wspomnieć nie tylko różnicę samej formy, ale i zmianę mentalności oraz rozwój katolickiej dyscypliny komunijnej, której jednym z głównych celów było uchronienie cząstek Ciała Chrystusa od upadku na ziemię. Co z dłońmi po komunii robią ci, którzy komunikują na rękę, sami możecie zaobserwować.

handkomunia

Ręka jest tak samo godna jak język.

To jeden z głupszych argumentów, bo przecież przy Komunii udzielanej na rękę, komunikant także przechodzi przez usta. Tyle że w tym drugim przypadku unika się kładzenia konsekrowanej Postaci na ręce spoconej czy takiej, która wcześniej przez całą mszę wycierała kościelną ławkę. Tyle w temacie godności.

Kościół pozwolił i to aprobuje, więc trzeba być posłusznym.

Niestety prawdą jest, że obecnie w zasadzie powszechnie już pozwala się na taki sposób komunikowania. Jednak myślący człowiek chwilę zastanowi się nad faktem samego zaistnienia i rozpowszechnienia się komunii na rękę. Skoro dawniej praktyką Kościoła Zachodniego była Komunia Święta na klęcząco i do ust, to jak pojawiła się odmienna praktyka? Odpowiedź jest prosta: była to oddolna inicjatywa, sprzeczna z ówczesnymi przepisami i stanowiskiem Kościoła. Dalsze losy tej formy komunikowania są także historią nieposłuszeństwa względem Stolicy Apostolskiej i prowadzenia sprawy metodą faktów dokonanych. Rozpowszechnianie się tej praktyki na fali posoborowej degrengolady było wyraźnie sprzeczne z próbującymi ograniczyć to dokumentami. Późniejsza legalizacja komunikowania na rękę była już tylko wynikiem bezradności i błędów popełnionych u samego zarania tej sprawy.

To piękne, że Pan Jezus jest tak bardzo dobry i daje się nam dotknąć: uczucia, uczucia, uczucia.

Z argumentami z serii taniego sentymentalizmu niedorosłego duchem katolika ciężko walczyć. Można by powiedzieć, że jak ktoś nie ma wewnętrznego odruchu odrzucającego go od praktyki komunikowania na rękę, to coś jest nie tak z jego postawą jako osoby wierzącej. Coś takiego dotyczy np. członków Neokatechumenatu: jak to możliwe, że dopiero Watykan musiał wielokrotnie upominać ich, żeby nie komunikowali na siedząco? Zdrowemu katolikowi przy samym tym fakcie zapaliłaby się czerwona lampka, że coś jest nie tak. Czemu takie światełko nie włącza się tym, którzy własne i subiektywne odczucia, zbudowane często na nieświadomości bądź błędnej ideologii („jesteśmy jak pierwsi chrześcijanie”, „o, dotykam Pana Jezusa, jak ksiądz” itd.), przedkładają nad rozumowe spojrzenie na temat? Czemu miłość do Boga nie wyraża się u nich poprzez chęć uchronienia nawet najdrobniejszej cząstki Jego Ciała przed upadkiem na ziemię? Zrzucić to należy chyba na jakiś egoizm, który własne uczucia stawia ponad troskę o cześć dla Najświętszego Sakramentu.

Ze współczesną formą przyjmowania Komunii Świętej na rękę wiążą się też inne problemy i sprzeczności, przez ludzi w ten sposób komunikujących nawet nie dostrzegane. Najważniejszym jest fakt, iż przy takiej praktyce faktycznym szafarzem staje się sam komunikujący: Chleb jedynie otrzymuje, ale do ust wkłada go już sam, co sprawia, że sam sobie udziela komunii. Czyli bardziej poprawną nazwą tego sposobu komunikowania byłaby komunia z ręki, a nie na rękę. Są też i inne absurdy wynikające z takiego stanu rzeczy. Nagle każdy świecki człowiek może bezpośrednio dotykać Ciała Chrystusa, ale z zasady nie może go rozdawać. I jak tu zrozumieć posoborowie?

Podsumowując: współczesna forma przyjmowania Komunii Świętej na rękę jest nie tylko sprzeczna z dawnymi źródłami, ale samo jej pojawienie się i rozprzestrzenienie w XX w. w łonie Kościoła było efektem nieposłuszeństwa i trwałego oporu względem papieskich zaleceń. Nawet zalegalizowanie komunikowania na rękę nie odmieniło szkodliwego charakteru tej praktyki, która niesie w sobie mnóstwo zagrożeń tak dla duchowości wiernych, jak i dla szacunku względem eucharystycznych partykuł. A owoce takiej praktyki? Wystarczy spojrzeć na Kościół lokalny w krajach, w których jest ona powszechna czy przypomnieć sobie nagrania z Komunii Świętej w czasie mszy papieża Franciszka na Filipinach.

Komunia na rękę jest dzisiaj typowym nowym tworem, czyli nowotworem, który od lat toczy Kościół, a mało kto ma odwagę stanowczo przeciwko niemu wystąpić. Szkoda tym większa, że na przestrzeni wieków, w drodze zdrowego i naturalnego rozwoju, Kościół łaciński wypracował własny sposób przyjmowania Ciała Chrystusa, który przez stulecia pobudzał wiarę i nabożeństwo do Najświętszego Sakramentu wśród niezliczonej rzeczy wiernych.