Oecumenismus sicut socialismus

Na łamach portalu Gość Niedzielny pojawił się felieton red. Marcina Jakimowicza o dość znamiennym tytule, przypominającym hasło z czasów słusznie minionych: Nie ma odwrotu od ekumenizmu. Mimo, iż autor posłużył się tu słowami Jana Pawła II, to przywodzą one przed oczy postać gen. Jaruzelskiego, który ogłaszając wprowadzenie stanu wojennego powiedział, iż “nie ma odwrotu od socjalizmu”. Tym sposobem, znane w tradi środowisku powiedzenie, że posoborowie jest jak socjalizm, nabrało jeszcze większego sensu.

Niefortunny tytuł zdawał się zapowiadać treść na podobnym poziomie i nie mogę powiedzieć, żebym się zawiódł. Tekst jest przykładem standardowych sposobów zwalczania “wroga klasowego”, jakim w tym przypadku są osoby krytykujące pewne posoborowe aberracje kościelnej rzeczywistości. Jest więc powołanie się na autorytet Jana Pawła II, z wyraźnym i bynajmniej niejednokrotnym przypomnieniem jego wyniesienia na ołtarze, co chyba ma być zabezpieczeniem przed przywołaniem słów wcześniejszych papieży, którzy współczesny ekumenizm głęboko by zaorali i posypali solą. Mamy również nierozróżnianie samej idei ekumenizmu od jego realizacji, co ma kluczowe znaczenie w zrozumieniu argumentów przeciwników znanych nam form dialogowania z innymi wyznawcami Chrystusa. Nie brakuje także tradycyjnego tekstu o wzajemnym ubogaceniu, czyli co Kościół może dać innym wspólnotom chrześcijańskim, a co może od nich zaczerpnąć, bez żadnej refleksji nad tym, jak to faktycznie działa.

Benedykt XVI i Bartłomiej na balkonie rezydencji patriarchatu konstantynopolitańskiego, 30 listopada 2006 r.

I nie chodzi teraz o to, aby rozpisywać się na temat ekumenizmu, ale żeby zwrócić uwagę na propagandowy styl takich felietonów, które niemal wprost odnoszą się do tradycjonalistów. Na nic tu powoływanie się na Jana Pawła II, bo o ile słusznie pisał o konieczności złączenia się wszystkich wierzących w Chrystusa w jedną owczarnię, to nie oznacza jeszcze, że w każdym aspekcie tej sprawy miał rację. Zatem na słowa i czyny papieża Wojtyły musimy patrzeć przez pryzmat całego Magisterium, w tym też wcześniejszych biskupów Rzymu, którzy ten temat także już poruszali. Należy pamiętać, że tradycjonaliści są wielkimi orędownikami powrotu wszystkich błądzących do jedności z Kościołem, a to, że na współczesny dialog ekumeniczny nie patrzą przez różowe okulary posoborowego hurraoptymizmu, nie oznacza, że można w nich widzieć tych, którzy dążność do jedności nazywają herezją. Podobnie jest z tematem wzajemnego ubogacania się: tradycjonaliści nie negują możliwości czerpania pewnych wzorców od innych wyznań, zastrzegają jedynie, że nie można importować praktyk sprzecznych z wiarą katolicką. Nigdzie indziej również nie znajdzie się tak wielu wielbicieli wschodniego poszanowania i zrozumienia liturgii, które u nas zostało całkowicie i lekkomyślnie porzucone wraz wyrugowaniem całego bogactwa łacińskiej tradycji liturgicznej.

W kontekście całego artykułu trudno się nie zdziwić, że autor sam przytacza słowa Benedykta XVI mówiące o “prawdziwym ekumenizmie”, z czego łatwo wywnioskować, że papież senior także był świadom istnienia fałszywego ekumenizmu, faktycznie będącego ślepą uliczką i polem do bezowocnych spotkań, których ideę sami zaangażowani szczerze podsumowują jako poklepywanie się po plecach przy kawie i ciasteczkach.

Panie Redaktorze, popieram zatem Pana końcowy apel, ale nie trzymajmy się sloganów rodem z PRL-u, ale integralnego nauczania Kościoła: nie ma innej drogi niż pełna jedność wszystkich chrześcijan w ramach Kościoła Świętego. Z kolei ja zaś apeluję do Pana, by nie atakować wzniesionych przez siebie chochołów tradycjonalizmu.