O rozprężaniu dyscypliny

Katolicka część Internetu nie cichnie od komentarzy związanych z ostatnią decyzją polskiego episkopatu, dotyczącej zmiany IV przykazania kościelnego, w wyniku której zniesiono zakaz zabaw w piątki, za wyjątkiem okresu Wielkiego Postu. Już pierwsze komentarze trafnie zwróciły uwagę na brak logiki i pomyślunku u naszych biskupów. Ja zaś chciałbym zwrócić uwagę na dwie sprawy częściowo związane z tym przypadkiem.

Po pierwsze zupełnie nie dziwi, że biskupi zmienili pewną ustaloną tradycję podporządkowując się współczesnemu światu, choć ów świat jakoś szczególnie się tego nie domagał. Owszem, czasem ciężko było nie bawić się w piątkowy wieczór wraz ze znajomymi z pracy, ale pewne wyrzeczenia w katolicyzmie są rzeczą naturalną. Biskupi zaś, idąc za przykładem swoich kolegów z Zachodu, którzy Kościół pogrążyli i nadal pogrążają w totalnym kryzysie, postanowili „pomóc” wiernym sprawiając, że wiara będzie teraz dla nich bardziej do przyjęcia, skoro można w piątki pójść się wyszaleć i napić.

Linia ustępstw i obniżania wymagań jest typowa dla tego, co potocznie nazywa się posoborowiem. I, jak już to kiedyś powiedziałem, nie chodzi tu o jakiś określony przedział czasowy, ale o stan umysłu i pewien sposób myślenia. Otóż całość posoborowych reform polegała na usuwaniu czy wykreślaniu pewnych rzeczy oraz na obniżaniu wymagań dyscyplinarnych tak wobec duchowieństwa, jak i wobec świeckich. Najlepszym przykładem tego jest sztandarowa reforma posoborowa, czyli zmiana liturgii, polegająca głównie na jej skróceniu, żeby wiernych nie trzymać w kościelnej ławce dłużej niż 45 minut. No, chyba że celebrans pierwszym, drugim i trzecim kazaniem dociągnie do pełnej godziny. I to był pierwszy i podstawowy błąd reform, bo armię, jaką jest Kościół Walczący, czyni się zdatną do walki nie poprzez rozprężenie, ale właśnie przez zaostrzenie dyscypliny. Historia Kościoła pełna jest świętych, którzy nakładali na siebie dodatkowe wyrzeczenia wiedząc, że do Królestwa Niebieskiego nie idzie się drogą szeroką i wygodną, ale wchodzi się przez wąską bramę.

Drugim zaś elementem posoborowia, widocznym także w omawianym przypadku, jest całkowity brak pomyślunku, żeby rzecz usuniętą starać się w jakikolwiek sposób zastąpić czymś zbliżonym. Jeżeli już biskupi tak bardzo pragnęli dokonać zmiany tego przykazania, choć w polskim Kościele nawet nie było debaty na ten temat, to czas zakazany mogli, a w zasadzie powinni, rozciągnąć na pierwsze piątki miesiąca oraz Adwent. Mogli też dodać, idąc za starą tradycją, powstrzymywanie się od pokarmów mięsnych w środy. Zakaz zabawy piątkowej mogli zastąpić jakimś czynem pokutnym czy też jałmużną – rozchodzi się o to, aby utrzymać pewien bilans. Oczywiście najprościej i najrozsądniej byłoby pozostawić to przykazanie w spokoju, ale może jego „przedsoborowość” za bardzo kuła w oczy naszych hierarchów i sprawiała, że Kościół w Polsce zdawał się im zbyt odstającym od zachodnich wzorców siostrzanych Kościołów partykularnych. Na szczęście katolik może swobodnie zaostrzać sobie ramy dyscypliny pokutnej i dalej nie chodzić na piątkowe imprezy, a za to ofiarować Panu Bogu jakieś dodatkowe umartwienie w intencji naszych biskupów. I to jest chyba najlepsze, co można w takiej sytuacji zrobić.

Comments are closed.